Hipotetyczny programista | CC0 Public Domain

Kiedy polscy programiści będą zarabiać tyle co na Zachodzie?

Pytanie z tytułu to temat z którym wielokrotnie spotykałem się w różnych rozmowach ze swoimi kolegami z pracy, kandydatami do naszej firmy oraz ze znajomymi z innych branż. Niniejszy artykuł nie jest podsumowaniem wyczerpujących badań naukowych, tylko prostym wprowadzeniem z podstaw ekonomii i gospodarki globalnej w IT dla początkujących :-). W praktyce jest to spisanie kilku dyskusji, które przeprowadziłem z kolegami i uznaliśmy za warte rozpowszechnienia, także po to żeby obalić niektóre mity.

Wstęp do metodyki

Tezy które niżej przedstawiam bazują na kilku-kilkunastu latach:

  • pracy jako programista,
  • setkach rozmów z kandydatami na programistów z W-wy, innych części Polski ale także z kilkoma kandydatami z Ukrainy,
  • rozmowach z partnerami-podwykonawcami, którzy oferowali nam swoich programistów,
  • rozmowach z partnerami z innych krajów, którym oferujemy swoich programistów.

Zanim przejdę do sedna, to słowo wyjaśnienia do wymienianych niżej kwot: wolałbym bazować na wartościach przybliżonych i/lub procentowych, jednak wspomniane dyskusje z kolegami utwierdziły mnie w przekonaniu, że lepiej operować konkretnymi wartościami, nawet znalezionymi „na szybko”, bo one lepiej trafiają do wyobraźni. W ewentualnych dyskusjach prosiłbym o nieodnoszenie się do tych konkretnie kwot, tylko do ogólnego mechanizmu. Wartości kwot brutto których będę używał to:

  • średnie wynagrodzenie w Polsce w sektorze przedsiębiorstw: 6.368 zł (2019, źródło: GUS),
  • średnie wynagrodzenie programisty Java („starszy”): 10.874 (2017, źródło: raport Sedlak & Sedlak, płatny raport),
  • średnie wynagrodzenie w Niemczech: €3899 -> 16.765 zł (2018, źródło: tradingeconomics.com),
  • średnie wynagrodzenie programisty w Niemczech: €4166 -> 17.916 zł (2015, Sedlak & Sedlak na podstawie glassdoor.com).

Żeby dalej wyjaśniać kwestię rozbieżności zarobków pomiędzy takim programistami tylko pracującym nad tym samym zadaniem w Warszawie i Monachium, albo Lublinie i Berlinie, trzeba zrozumieć trzy perspektywy.

1.Perspektywa pracownika

Perspektywa pracownika jest stosunkowo prosta i jasno komunikowana: gdy skończę studia i osiągnę biegłość w programowaniu, chciałbym zarabiać nie tyle co przeciętny pracownik w sektorze przedsiębiorstw w Polsce, czyli 6.368 zł, tylko tyle co zarabia programista w Niemczech, czyli 17.916 zł. Uzasadnieniem jest wykonywanie tego samego typu prac, z użyciem tych samych narzędzi, z podobną efektywnością – jest to najczęściej zgodne z prawdą. Co ciekawe, bardzo często prace są świadczone zdalnie na rzecz dokładnie tych samych klientów niemieckich posługując się ich językiem, lub globalnych posługując się językiem angielskim. Obiektywnie patrząc, to oczekiwanie ma sens.

2. Perspektywa klienta globalnego

Pierwsza rzecz o której nie wiedzą (lub zapominają) pracownicy, to perspektywa klienta zamawiającego usługi spoza swojego kraju. Klienci, np. niemieccy, najczęściej nie decydują się na współpracę z polskimi programistami ze względu na nasze unikalne talenty, wykształcenie, determinacje (bo te statystycznie pewnie są podobne, lub może nawet niższe gdyby np. obiektywnie porównać jakość kształcenia naszych uczelni vs. niemieckich), tylko ze względu na niższą cenę, która jest mocno reklamowana przez pośredników (patrz: kolejna perspektywa). Decydenci po stronie klientów niemieckich nie są dyletantami i potrafią sprawdzić jakie są u nas zarobki, więc kwota którą chcieliby za taką usługę płacić to – uwaga – średnie wynagrodzenia w naszym kraju czyli 6.368 zł. Najczęściej uzasadnieniem jest brak lub słaba znajomość języka niemieckiego u kandydatów, uciążliwości wynikające z pracy zdalnej i braku bezpośredniego zarządzania, ryzyko, itp. Obiektywnie patrząc, to oczekiwanie również ma sens.

3. Perspektywa pośrednika

Rozbieżność pomiędzy kwotą wynagrodzeń 6.368 zł a 17.916 zł, tj. 11.548 zł, to okazja która szybko musiała zostać spostrzeżona przez biznesmenów, którzy chcieliby zarobić na prostym modelu: płacić pracownikowi w Polsce niższą kwotę, a pobierać od klientów w Niemczech wyższą. Uzasadnieniem, oprócz oczywistej chęci zysku, są koszty pośrednictwa oraz zapewnienia ciągłości usług, czyli z jednej strony koszty marketingu i sprzedaży na rynku niemieckim, z drugiej strony koszy pozyskania i rekrutacji pracowników (tzw. employee branding) na rynku polskim, ich utrzymania (np. miejsce do pracy, sprzęt, szkolenia, ewentualne świadczenia pozapłacowe) i zarządzania (tworzenie zespołów, zastępowanie, rozwiązywanie problemów, zapewnienie ciągłości projektów, itp.) oraz ryzyko. I obiektywnie patrząc, ta perspektywa również ma sens.

Podział tortu

Jako że gospodarka globalna jest (jeszcze) samoregulująca, to wystąpiło zjawisko podziału tortu, tzn. różnica pomiędzy zarobkami w Niemczech i w Polsce została podzielona na części, które na potrzeby mojego przykładu podzieliłem równo – choć w konkretnych przypadkach mogą się znacząco różnić. W ten sposób programiści zarabiają więcej niż inni pracownicy w naszym kraju, klienci zachodni płacą za ich usługi mniej niż za swoich pracowników lokalnych, a pośrednicy zabierają swoją część, choć znacząco mniejszą niżby chcieli.

Koszty utrzymania

Naiwne pytanie na które kilkukrotnie odpowiadałem pracownikom, czemu jednak nie zarabiamy dokładnie tyle ile nasi koledzy w Niemczech, brzmi: bo u nas są inne koszty utrzymania. Mimo że ceny wielu artykułów się niemal wyrównały, to w Polsce płacimy dużo mniej za wiele aspektów składających się na całkowite koszty życia, z których najważniejsze to:

  • mieszkanie: wynajem czy zakup średniego mieszkania w Lublinie, Poznaniu czy nawet w Warszawie jest znacznie tańszy niż odpowiednika w Niemczech czy w Wielkiej Brytanii, gdzie np. w Monachium czy w Londynie zakup mieszkania jest praktycznie niemożliwy,
  • usługi: wyjście do restauracji czy kina, wizyta u dentysty, czy u fryzjera to znacząco większy wydatek,
  • edukacja: koszt prywatnego przedszkola, szkoły czy płatnych studiów to nadal niewielkie koszty w stosunku do ich odpowiedników na Zachodzie,
  • podatki: wbrew powszechnej opinii w Polsce są nadal dużo niższe niż np. w Niemczech, w szczególności dla korzystając z opcji umów tzw. B2B (patrz niżej).

Królowie życia

Analizując inżyniersko powyższe możliwości narzuca się proste rozwiązanie: zatrudnić się bezpośrednio u pracodawcy w kraju o najwyższych zarobkach, np. w Szwajcarii czy Norwegii, a następnie umówić się na pracę zdalną i przeprowadzić (lub wrócić) do kraju o najniższych kosztach utrzymania.

Takie przypadki są możliwe: osobiście mam kolegę (choć oczywiście nie znam jego zarobków) pracującego w ten sposób dla firmy norweskiej, a mieszkającego w Polsce. Drugim, szerszym przypadkiem, są zagłębia out-source’ingowe w Kijowie (i pewnie innych miastach Ukrainy), gdzie pracownicy zdalni, mimo obecności pośredników zarabiają stawki w €, natomiast dzięki niekorzystnej sytuacji ich kraju i w efekcie bardzo niskiemu kursowi hrywny, dysponują zarobkami, dzięki którym z dużym prawdopodobieństwem mogą kupować co rok kolejne mieszkanie w centrum swojego miasta. I, co oczywiste, wcale nie widzą przeprowadzki do Polski jako wizji „ziemi obiecanej”, jak wielu managerów zakłada (przynajmniej z perspektywy ekonomicznej, bo ucieczka przed poborem do armii to inne zagadnienie).

Niestety, żeby zostać takim królem życia, należy na dłuższy czas wyjść ze swojej „strefy komfortu”: fizycznie przeprowadzić się do innego kraju, opuścić znajomych i rodzinę, nauczyć się nowego języka, żyć na niższej stopie i oszczędzać część wynagrodzenia i godzić się przez jakiś czas na bycie pracownikiem drugiej kategorii. Bo, mimo zasad korporacyjnych i oficjalnej narracji o otwartości i zasadach antydyskryminacji, rzeczywistość jest taka że osoby dorastające w tym samym kraju/mieście, kończące te same uczelnie, czytające te same gazety i spędzające czas z tymi samymi znajomymi, trudniej dopuszczają osoby spoza tego kręgu. I będąc spoza niego trzeba sobie cierpliwie zapracować na szacunek.

Podsumowanie


Reasumując i odpowiadając na tytułowe pytanie, to programiści pracujący w Polsce już zarabiają tyle co ich koledzy na Zachodzie w porównaniu do kosztów życia i wartości tej pracy dla klientów z Zachodu.

Żebyśmy zarabiali dokładnie takie same kwoty (i w tej samej walucie) to gospodarki naszych krajów musiałyby się zrównać. Ale patrząc kwotę obecnych średnich zarobków trzeba pamiętać, że nie wyjeżdżając na Zachód wbrew pozorom sporo zyskujemy: począwszy od wspomnianych wyżej niższych kosztów utrzymania, poprzez utrzymanie relacji rodzinnych i towarzyskich, a kończywszy na subiektywnym wrażeniu „bogactwa” w stosunku do pracowników spoza branży IT. Bo nie oszukujmy się, jadąc na Zachód, tam nasze wynagrodzenia będzie zupełnie przeciętne – zwróćcie uwagę na różnicę pomiędzy średnimi zarobkami programisty w Niemczech, a średnimi zarobkami w ogóle w Niemczech. Natomiast w Polsce można czuć się jak „rodzynek w cieście”: poczułem to pewnego dnia kiedy miałem nieprzyjemność być zaproszonym na komendę policji w związku z (jednorazowym incydentem) nieprawidłowego parkowania. W pokoju w którym pracowało kilku policjantów, ten wypełniający druk głośno zapytał mnie o wysokość zarobków, więc zapytałem czy muszę odpowiadać. Gdy odparł że nie, to z ulgą odpowiedziałem że – dla dobra wszystkich w tamtym pokoju – nie odpowiem :-).

Niestety, to subiektywne wrażenie brutalnie mija w momencie gdy musimy kupić coś droższego i co ma podobną cenę niezależnie od rynku, np. samochód. Idąc do salonu marzy nam się np. nowy rodzinny samochód klasy premium, a po spojrzeniu w cennik okazuje się że stać nas tylko na mały miejski samochód klasy popularnej :-(.

Bonusowy akapit: a co jeżeli nie etat?

Powyższe przemyślenia dotyczyły pracy etatowej, która z definicji zawiera w sobie ochronę z tytułu prawa pracy, ciągłość zadań, płatne urlopy i płatne zwolnienia chorobowe. Jednak nie jest to jedyna możliwość pracy jako programista, bo formy zatrudnienia typu umów cywilno-prawych (tzw. B2B) mogą przynieść większy przychód. Z analizy ogłoszeń na portalach dla pracy dla programistów (np. mój ulubiony nofluffjobs) można szybko wywnioskować, że stawki oscylują w okolicach 100 zł netto za godzinę, co może dać kwotę na miesięcznej fakturze około 16.400 zł netto. Po odjęciu najmniejszego ZUS’u którzy podwykonawca musi opłacić sobie sam, i tak zostaje 15.000 zł do opodatkowania, ale korzystniejszym niższym podatkiem liniowym (19%), a nie progresywnym (18% / 32%).

Jednak praca w takiej formule może mieć kilka konsekwencji zależnych od konkretnej umowy i sytuacji:

  • nie uwzględnia urlopów (na UoP 26 dni),
  • nie uwzględnia zwolnień chorobowych (nie świadcząc usługi nie otrzymuje się wynagrodzenia od zamawiającego, można pobierać ją z ZUS ale 80% od najniższego wynagrodzenia to żadne pocieszenie),
  • nie uwzględnia sprzętu i oprogramowania (leasing laptopa to około 200-300 zł netto/miesięcznie, licencja IntelliJ Idea to około 53 zł/miesięcznie),
  • w przypadku pracy wyłącznie zdalnej to brak przestrzeni biurowej (w centrum Warszawy w biurowcu to koszt od około 1000 zł/miesięcznie wzwyż),
  • brak szkoleń lub pokrycia kosztów udziału w konferencjach,
  • brak gwarancji ciągłości zadań / projektów.

Taka forma pracy ma wiele ryzyk ale, z drugiej strony, na pewno są osoby chętne zrezygnować z odpoczynku, podjąć ryzyko i koszt niedogodności samodzielnego przedsiębiorcy oraz podjąć wyzwanie sprzedaży swoich usług na bardzo szerokim i chłonnym rynku. Nagrodą może być zajęcie jakiejś intratnej niszy technologicznej lub zbudowanie sieci kontaktów umożliwiającej krótkotrwałe ale częste „ratowanie projektów” po dużo bardziej atrakcyjnych stawkach niż praca na stałe u jednego pracodawcy. I wtedy możemy zarabiać nawet lepiej niż etatowiec w Niemczech, nie wyjeżdżając z Polski…

O autorze

Marek Berkan Marek Berkan: programista, entuzjasta tworzenia oprogramowania, zarządzania zespołami technicznymi. Prywatnie motocyklista, kolarz MTB, biegacz, żeglarz, rekreacyjny wspinacz, zamiłowany turysta. Witryny: , , .

Share Button

3 myśli w temacie “Kiedy polscy programiści będą zarabiać tyle co na Zachodzie?

  1. Mateusz

    Ja akurat nie zgodzę się w kwestii niższości podatków w PL. Pierwsza sprawa, że w krajach zachodnich być może masz wyższy podatek, ale masz też kwotę wolną od podatku, która w UK wynosi ponad 60000 zł.
    Krótki przykład:
    Zarabiasz 25000 GBP w UK czyli 125331 zł w PL rocznie.
    W UK po odjęciu podatków zostanie Ci 20383 GBP czyli 102185 zł.
    W PL po odjęciu podatków zostanie Ci 17063 GBP czyli 85542 zł.
    Pomijam już to, że w UK masz dużo lepszy socjal. Z resztą cenowo zachód wypada podobnie do nas w wielu przypadkach, a zdarza się i tak, że wiele produktów jest tańszych.

    Odpowiedz
    1. Marek Berkan Autor wpisu

      Dzięki za info, przyznaję że analizując „niższość podatków” bazowałem główne na powszechnie dostępnych informacjach prasowych, głównie porównujących Polskę i Niemcy, bez dokładnej analizy.

      Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź Michał Kuliński Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *