Recenzja biografii „Steve Jobs”

Polecam przeczytanie biografii Steve’a Jobs’a napisanej przez Waltera Isacsona każdemu kto ma cokolwiek wspólnego z informatyką, i bynajmniej nie tylko miłośnikom MacBook’ów, iPhone’ów, iPad’ów, iPod’ów itp. Opisuje ona obszerny sposób (ponad 700!) stron, oprócz ciekawego życia założyciela firmy Apple, bardzo dużo innych ciekawych wątków: początki powstania Doliny Krzemowej w Kalifornii w USA, historię powstania komputerów osobistych, odtwarzaczy muzyki, smartphone’ów oraz – bonusowo – historię firmy Pixar, która do spółki z firmą Disney stworzyła doskonale znane nam filmy animowane dla dzieci.

Książka Waltera Isaacsona "Steve Jobs"

Książka Waltera Isaacsona „Steve Jobs”

Książkę przeczytałem w zasadzie przez dziwny przypadek: prezes firmy e-point (w której pracuję) zasugerował mi i innym pracownikom obejrzeć film o tym samym tytule (który powstał na podstawie tej książki). Niestety – albo na szczęście – przez szereg zbiegów okoliczności nie udało mi się pójść do kina zanim zniknął on z ekranów. Później przypadkiem zauważyłem książkę w księgarni i zupełnie impulsywnie dodałem do koszyka (fizycznego) nie zwracając nawet uwagi na jej objętość.

Czytając tą książkę coraz bardziej pochłaniała mnie historia skomplikowanego i fascynującego człowieka, którego produkty zawsze mnie interesowały. Nigdy nie wszedłem na poziom fascynacji, mimo używania przez jakiś czas iPoda i MacBooka Pro – u mnie wygrała fascynacja otwartymi produktami, oprogramowaniem open-source i linuxem w szczególności :-). Ponadto nie mogę mu wybaczyć przycisku Command w miejscu Alt na klawiaturze, który przy pisaniu polskich liter regularnie wywoływał niespodziewane zachowania każdej aplikacji…

Niemniej jednak lektura książki wyjaśnia całą filozofię jego produktów, walkę zamkniętych zintegrowanych produktów, jakim kiedyś był Macintosh, z otwartymi na licencjonowanie, jakimi był IBM i jego klony. Dowiadujemy szczegółów relacji pomiędzy firmami Apple a IBM, Microsoft, Sony, Hawlett-Packard, czy nawet zespołem Beatlesów. Jobs poza produktami technicznymi wprowadził też przełom w tworzeniu innych rzeczy: filmów animowanych (Pixar), reklam („Think Different”), sprzedaży muzyki przez internet (iTunes), czy nawet sposobie sprzedaży jego produktów klientom detalicznym w sklepach iStore.

Co ciekawe, wszystkie te produkty nie były zupełnie nowe, tylko Jobs wzorując się na czymś istniejącym ale słabo działającym, poprzez włożenie olbrzymiej ilości pracy oraz stawiając bardzo wysokie wymagania, doprowadzał do powstawia produktu (niemal) doskonałego.

Czytając tą książkę wynotowałem sobie kilka ciekawych rzeczy które w pewien sposób zainteresowały mnie w kontekście mojej pracy w IT i poniżej je przytaczam jako temat do przemyśleń i kolejne zachęty do przeczytania tej książki.

Przyczyną sukcesu firmy Hawlett-Packard, który spowodował że przeżyła ona swoich właścicieli, było „przepojenie nowatorską kreatywnością”. Firma ta już w latach 50-tych zatrudniała dziewięć tysięcy osób i chciał w niej pracować „każdy szukają finansowego bezpieczeństwa inżynier”. Ciekawostka jest taka że firma prowadziła dla uczniów szkół coś nazwanego „Klubem Odkrywcy Hawlett-Packard”, który organizował cotygodniowe spotkania z prezentacjami swoich inżynierów o prowadzonych przez nich pracach, co skutecznie przyciągało zainteresowanie kolejnych ambitnych młodych ludzi.

W tym samym czasie Uniwersytet Stanforda podjął decyzję o uruchomieniu na swoim terenie liczącego dwieście osiemdziesiąt hektarów (!) parku technologicznego dla prywatnych firm. Dla porównania, Warszawski Park Technologiczny który miał powstać w Warszawie w roku 2005 miał zajmować 45 ha… i nigdy nie powstał… :-(.

Jobs przywiązywał ogromną uwagę do autorstwa dzieła: do tego stopnia że gdy firma wyprodukowała pierwszy komputer Macintosh, Jobs kazał wszystkim się podpisać, a podpisy te były wygrawerowane wewnątrz każdego egzemplarza komputera. Dodał przy tym że „Prawdziwi artyści podpisują swoje prace”. Zakończenie tego projektu było także uwieńczone stosowną imprezą.

W latach 80’tych firma Apple miała problem, ponieważ zespoły które pracowały nad różnymi projektami wzajemnie ze sobą konkurowały, np. zespół Mac i innego komputera „Lisa”. Brak odgórnego zarządzania powodował że niemal sobie przeszkadzały, a konkurencja posunęła się do tego humorystycznego stopnia, że pracownicy zaczęli chodzić w koszulkach z napisem „90 godzin tygodniowo i jest super”, „Pracujemy 70 godzin tygodniowo i mamy produkt na rynku” czy „Pracujemy 60 godzin tygodniowo i zarabiamy na Lisę i Maca”. To pokazuje też fajną dysproporcję pomiędzy naszym „europejskim” 40-godzinnym czasem pracy. Ponadto kultura pracy w firmach Jobsa była taka że pracownicy wielokrotnie wymyślali nowe rzeczy w swoim czasie prywatnym i takie pomysły przynosili do firmy.

Kolejna ciekawostka dotyczy sposobu w jaki Jobs dobierał sobie współpracowników: dzieląc ich na typy „A”, „B” i „C” i wychodząc z założenia że nie może tolerować nawet małej grupy graczy „B”. Mogli oni przyciągać kolejne osoby tego typu, a z kolei najlepsi pracownicy „A” nie chcą i nie mogą z takimi pracować. Miał też bardzo ekscentryczny sposób zarządzania ludźmi i zespołami, np. gdy nie potrafiły ze sobą współpracować, to zamiast doszukiwać się powodów i żmudnie rozwiązywać problemy, po prostu zwalniał część osób z jednego zespołu, a pozostałe przenosił do drugiego.

Jobs przykładał niesamowitą uwagę nie tylko do swoich produktów, ale także do innych aspektów pracy wpływających na produktywność swoich ludzi: gdy na przełomie wieków firma Pixar (od filmów animowanych) odniosła sukces i potrzebowała nowej siedziby, zaangażował się on w projektowanie budynku, począwszy od koncepcji, a skończywszy na szczegółach. Jego głównym celem była taka organizacja pomieszczeń aby ludzie możliwie często się spotykali, a nawet wpadali na siebie przypadkiem, ponieważ „kreatywność rodzi się z podczas spontanicznych spotkań i rozmów”. Wymyślił więc centralne atrium do którego ludzie mieli wychodzić ze swoich biur. Planował nawet umieszczenie tam jedynych łazienek z których musieliby wszyscy korzystać ale zrezygnował po protestach damskiej części załogi i łazienki zostały zrobione na wszystkich piętrach.

Jobs miał niesamowity dar wpływania na ludzi, budzenia w nich wiary w „niemożliwe” i przekonywania ich do podejmowania się zadań które w ich mniemaniu były niemożliwe do osiągnięcia – żył niejako w swojej własnej nierealnej rzeczywistości ale potrafił do nich zapraszać innych. Dotyczyło to zarówno jego pracowników ale także Zarządu własnej firmy, podwykonawców, czy klientów. Jego sukces polegał na tym, że wiele z tych przedsięwzięć się powodziło mimo że wydawały się nierealne i w ten sposób powstawały przełomowe produkty. Innymi słowy, Jobs nie dopuszczał odpowiedzi „nie da się”

Mimo że był ekscentrykiem, to udawało mu się wprowadzać i utrzymywać pewne stałe procedury, jak np. zasadę regularnych poniedziałkowych 3-4 godzinnych spotkań, które zaczynały się krótką formalną prezentacją wyników prac nad nowymi produktami, po czym przeradzały się w wolne dyskusje nad poszczególnymi pomysłami, ale na kończyły się ustaleniami konkretnych zadań na kolejny tydzień.

Ciekawe też było proste przedstawienie filozofii jaka przyświecała im przy tworzeniu nowych produktów, np. iPhone: robili je takimi jakie sami chcieliby mieć. Jako że Jobs był bardzo wymagającym odbiorcą, a jednocześnie wyrażał się bardzo bezpośrednio, to wielokrotnie puentował prezentacje nowych produktów czy pomysłów stwierdzeniem że „to zwykłe gówno” i skreślał je. Czytając to uświadomiłem sobie że mam takiego kolegę w pracy, który wyrażał się podobnie o naszych pracach programistycznych albo pracach grafików – nna początku mnie to irytowało, potem się przyzwyczaiłem i już mnie tylko bawiło, jednak teraz patrzę na niego jak na „naszego Steva Jobsa” :-).

O autorze

Marek Berkan Marek Berkan: programista, motocyklista, żeglarz, eks-wspinacz, zamiłowany turysta. Witryny: , , .

Share Button

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *